Searching...
środa, 11 września 2013

Przepis na miłość

"Bo ty mnie nie kochasz!" - wykrzyczała mi ostatnio moja domowa małolata.
"Oho, zaczęło się." - pomyśłałam sobie.

Ale zaraz, zaraz ... bunt dwulatka i okres 'terrible threes' mamy już dawno za sobą, a do nastolęctwa jej jeszcze trochę brakuje.

Gdyby jednak wykrzyczała raz, to pomyślałabym sobie, że to przemożny wpływ Tracy Beaker, ukochanej bohaterki filmowej mojej Małej. Tracy Beaker mi osobiście działa na nerwy (choć walę się w piersi z hukiem, przyznając, żem nie obejrzała w całości ani jednego odcinka, bo rozwrzeszczana, przemądrzała smarkula z pretensjami do całego świata denerwuje mnie deczko, mimo że idea programu jest piękna i wzniosła; dzieci mieszkające w rodzinnym domu dziecka uczą się rozwiązywać różne problemy, z którym się im przychodzi zmagać).


Gdyby wykrzyczała w sklepie z ubraniami, ewentualnie lizakami, to bym od razu zdiagnozowała, jako klasyczną manipulację matczynymi uczuciami.

Gdyby się darła z wściekłością, złośliwym błyskiem w oku, tupiąc nóżką, fukająco odwracajac się do ściany (manifestując kilkuletnią pogardę), zwaliłabym to na karb codziennej rutyny, która wszak przewiduje parę awantur dziennie. Tak dla sportu.


Jednak zdanie to zaczęło padać ostatnio zbyt często i do tego ze łzami w oczach.

Zabolało trochę, nie powiem.
No bo jak nie kocham, jak kocham?
Ja nie kocham???!!!
Mojej Niespodzianki, mojej odmiany po tych wszystkich (skądinąd całkiem miłych) chłopakach? Milutkiej, słodziutkiej i mięciutkiej? Mojego bystrzaka, mojego Herkulesa Poirot'a w spódniczce?

Przecież wiem, że nie kocha się rzeczami, tylko czasem, wysłuchaniem, akceptacją.
Przecież ja wszystko wiem. Jestem taką mądrą mamą i mogę sypać teoriami, jak asami z rękawa.




A ta krzyczy, że nie kocham.
Do tej pory, jak mówiłam, że kocham, to odpowiadała: "Wieeeem, maaaamiś. Ja tessss!"
A teraz rzuca mi tu jakimiś oskarżeniami.



*****

W niedzielę (mimo mojej przemożnej chęci wyspania się) obudziła mnie o piątej rano intensywna myśl. Tak wyraźna, jakby ktoś mi gadał do ucha: 

Miłość cierpliwa jest...

1 list św. Pawła do Koryntian, fragment popularnie zwany Hymnem o Miłości.
Znacie mnie chyba trochę - w kaznodziejski ton uderzam rzadko.
Możecie bez obawy czytać dalej. Kazania nie będzie.

A więc hymn.
Na pewno zetknęliście się z nim nie raz. Nawet jeśli w życiu nie mieliści Biblii w ręku, to założę się, że przynajmniej z raz słyszeliście, gdy jakiś przejęty drużba dukał go drżącym z nerwów głosem na ślubie przyjaciela.

A może był to Krzysztof Kolberger, który w swym poruszającym każdy nerw głosem czytał:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący

Albo jakieś śpiewy oazowe, ewentualnie makatka, czy wydruk na papierze kredowym w ramce z różyczkami i gołąbkami.


I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał. 

I już jesteśmy załatwieni. Już czujemy się pięknie potępieni, zirytowani własną niedoskonałością, bo tu jakieś samospalanie, oddawanie dorobku, anioły i inne niestworzone rzeczy.

Ale gdyby tak zostawić w spokoju tego Kolbergera, makatkę i oazy?
Gdyby spróbować stworzyć przepis według którego możnaby uwarzyć miłość, to myślę, że ten właśnie fragment jest najlepszym, jaki udało mi się znaleźć:

Przepis na miłość*
Weź wielką miskę cierpliwości.
Dodaj do niej garść łaski (tej z gatunku 'niezasłużona przychylność').
Ostrożnie wybierz wszystkie ziarenka zazdrości, które się tam zawieruszyły, szczególnie te już kiełkujące.
Posyp świeżo zebranymi liśćmi prawdy, dodaj nasionka nadziei i polej radością.
Mieszaj delikatnie, nie miażdżąc.

Więcej składników nie potrzebujesz.
Teraz najważniejsze jest, jak będziesz przyrządzać tę potrawę.
Rób to w cichości i skrytości. Nie mów nikomu, że ją przygotowujesz, bo straci swoją wartość odżywczą.
Nie myśl tylko o sobie - zrób tak dużą porcję, by podzielić się z innymi.
Nie złość się, gdy ci coś nie wyjdzie.
Zapomnij, że skrytykowali cię za twoje ostatnie poczyniania 'kulinarne'. Przebacz im tę niegodziwość :)
Nie ciesz się, że sąsiadce nie wyszedł jej przepis.
Serwuj z soczystą wiarą w to, że będzie wszystkim smakować wyśmienicie.


Przepis jest naprawdę bardzo łatwy do wykonania. Dobry dla chrześcijan i ateistów, zjadliwy dla agnostyków i wegetarian, możliwy do zaakceptowania dla wyznawców New Age i Latającego Potwora Spaghetti.

Jest tylko jeden problem ... wszystkie składniki są bardzo trudno dostępne.

*****

W niedzielę, o piątej rano uświadomiłam sobie, że zdaniem powtarzanym wykrzykiwanym pod adresem moich dzieci ostatnimi czasy po paręnaście razy na dzień jest:
"Nie mam do was cierpliwości!"


___________________________________________________

* przepis sparafrazowany przez fidrygaukę na podstawie 1 Listu od Koryntian 13;4-8
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.

 środa, 11 września 2013

33 comments:

  1. Cudownie napisane!
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Trochę się bałam, że nikt nie skomentuje ;)
      xxx

      Usuń
  2. Po takim leniwym, samotnym, z książką w ręku, urlopie, to pewnie normalne, że brakuje cierpliwości. Zwłaszcza, że zaczął się rok szkolny, obowiązki... Ale mała czuje, to co czuje. To dobrze, że zamiast jej zaprzeczać, usłyszałaś i przemyślałaś skargę. To znaczy, że będzie dobrze:)
    I ładnie o tym napisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renya, to niestety nawyk zakorzeniony dłuuuugo, dłuuugo przed rozleniwionym urlopem.
      To lata pogoni za czymś, to pewnie nawet nie jest tej gonitwy warte (ale trudno się wyrwać z wiru.
      Skargę usłyszałam, ale teraz pytanie: gdzie rośnie cierpliwość?
      No nic, idę szukać (bo raczej na pewno nie w internecie :)))
      Buziaki ;)

      Usuń
  3. Kochana Fidrygauko, ja podobny przepis odkryłam kiedy los mnie rzucił na obczyznę, daleko od domu i rodziny...Wtedy zaczęłam myśleć co by było, gdybym tam umarła, gdyby mi się przydarzyło coś złego jak to się często dzieje i nigdy bym nie miała okazji powiedzieć moim bliskim co czuję, ani naprawić moich blędów. Jaką osobę by wspominały moje dzieci? To bolało, ale później było tylko lepiej a teraz nawet sama siebie bardziej lubię. Muszę Ci to powiedzieć: dobry i uczciwy z Ciebie człowiek, tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sukienko, mam często podobne myśli - jak zapamiętają mnie/swoje dzieciństwo moje dzieci. Czy jestem dobrym i uczciwym człowiekiem, to nie mam do końca przekonania, ale staram się weryfikować pewne zachowania i zawracać ze ślepych uliczek, bo wierzę, że żyje się raz i szkoda, by pewne rzeczy pozostawiły po sobie tylko negatywne wspomnienia.
      Na razie jedną z lepszych decyzji, które podjęłam jest niedawna zmiana pracy, więc może długofalowe efekty pojawią się z czasem :)

      Usuń
    2. Myślę że sam fakt krytycznego zastanawiania się nad sobą i swoim stosunkiem do innych dowodzi dobroci i uczciwości. Jasne, że nie zawsze jesteśmy w stanie wytrwać w naszych postanowieniach bo życie nas przerasta, ale najważniejsze jest mieć odwagę spojrzenia obiektywnie na siebie i wyciągnięcie wniosków z popełnionych błędów...Efekty z pewnością będą, trzymam za to! Serdecznie pozdrawiam, to co napisałaś jest bardzo cenne, bo szczere i prawdziwe.

      Usuń
    3. Postaram się wnioski wcielić w życie. O efektach poinformuję :)
      Dzięki. Buziaki :)

      Usuń
  4. WOW! Już wiele interpretacji tego fragmentu Biblii się nasłuchałem, ale Twój jest najlepszy! Może dlatego tak go odebrałem, bo sam ostatnio chciałbym odgrzewać niestrawnego gotowca, zamiast z trudem poszukać prawdziwych składników i mozolnie stworzyć z nich tę Potrawę, co nadaje smak życiu...
    Jak już znajdziesz ten składnik cierpliwością zwany, to podrzuć jakiś drogowskaz, proszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piorze, o gotowca jest łatwo - wciskają go nam na każdym kroku :)
      Cieszę się, że spodobała Ci się moja interepretacja.
      Ja znajdę gdzieś pole cierpliwości to na pewno wyślę Ci namiary :)

      Usuń
  5. Nomm, pojechała:))) Ale one tak mają, te nasze smarkulęta;) Interpretacja boska, w sensie boska że dobra, nie boska boska, ale prawdziwa, po ludzku napisana. Cierpliwość produktem deficytowym, a spadki formy zdarzają się najlepszym. Jesteś dobrą mamą, wierzę że najlepszą jaką potrafisz być. Kochasz i jesteś kochana. To pewne. Głowa do góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, smarkulęta są cwane, w to nie wątpię! Iterpretacja faktycznie nie jest 'boska boska' (choć myślę, że Bóg się nie obraził na mnie za takie spauperyzowanie jego słów :))
      Staram się tę cierpliwość skądś wykrzesać. Nie żebym się jakoś strasznie biczowała, ale czasami dobrze się zreflektować.
      Na dzień dzisiejszy Mała zdecydowała, że jednak mnie kocha i ja ją też :)

      Usuń
  6. Nie dziwię się, że się bałaś, że nikt nie skomentuje, bo co tu powiedzieć. Nic dodać, nic ująć. Mądre jak jasny gwint!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, he, he, obawiałam się raczej nie z tego powodu :)
      Wiesz, te 'poważne' tematy często wzbudzają konsternację.
      I zawsze się zastanawiam, czy nie przekraczam granicy uzewnętrzniania się ...
      xxx

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Moniko, miłować trzeba :)
      Ale to wbrew pozorom bardzo pracochłonne ...

      Usuń
  8. Dzieci potrafia byc zaskakujace we wlasnych ocenach dziecinstwa im zaserwowanego, oczywiscie mam na mysli nasze juz dorosle dzieci. Ciekawe spostrzezenia, zdanie o takim czy innym zdarzeniu, jak one to widzialy, a jak my (o ile sobie to jeszcze przypominamy...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że dzieci zapamiętują zupełnie zdumiewające wydarzenia i często odczytują je zupełnie inaczej.
      Przyznam, że po latach zrozumiałam wiele reakcji mojej mamy, które w dzieciństwie działały mi potężnie na nerwy.
      Ale chiałabym, w miarę możliwości, przyczyniać się do pozytywnych raczej niż negatywnych wspomnień :)))

      Usuń
  9. Dziękuję za ten przepis na miłość. Niby banalny, a jednak czasem któregoś składnika brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trajbajowa, to trochę tak jak z gotowaniem jajka na miękko. Niby proste, ale żeby nie miało 'glutów', nie było na twardo i żeby skorupka łatwo odchodziłą ... to już wyższa szkoła jazdy :)

      Usuń
  10. Fidrygauko...
    Wzruszyłam się.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie i prawdziwie piszesz...Jeżeli mówisz do dzieci tak jak piszesz posty to nie masz się o co martwić. Dzieci przekazują ważne komunikaty, a że poddajesz je refleksji to chwała Ci za to. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, słuchajmy zatem tego co mówią o nas inni, bo to oni są naszymi lustrami.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milady, niestety, to byłoby zbyt piękne. Gdybym tylko robiła wszystko to, co myślę, to byłabym osobą bliską ideału :))
      Najczęściej jestem mocna w gębie, a z wykonaniem jest gorzej. Aczkowiek zgadzam się, że refleksja może być początkiem zmian.

      Usuń
  12. Piękne, muszę sobie wydrukować i przetłumaczyć na język Mego aby zrozumiał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lui, dzięki :) Myślę, że Twój rozumie wiele rzeczy i bez specjalnego tłumaczenia. Myślę, to jest przypisane związkom mieszanym :)

      Usuń
  13. a u mnie często nikt nie komentuje, zaczynam płakać :/

    OdpowiedzUsuń
  14. "hymn o miłości" to prawdziwy hardkor, jak ja to mówię

    naprawdę modelowa miłość, nie jakaś słodka, ale konkret... dla mnie najważniejsze jest w nim "nie szuka swego"

    jak opieprzam dziecko to nie po to, żeby pokazać swoją władzę nad nim, nie po to, zeby się odegrać czy odreagować. robię to stedy, kiedy to, czego mu zabraniam, jest dla niego szkodliwe i on tego jeszcze nie rozumie albo wyjaśniam, w jaki sposób cośtam mnie zraniło (czyli mówię o jego wpływie na innych ludzi)... oczywiście zawsze znajdzie się element szukania swego, cichej satysfakcji, ze zwycięstwa, z "posiadania racji"... trzeba się tego wystrzegać

    kiedyś przeczytałam piękne zdanie w "mądrości pustyni" Tomasza Mertona, teraz nie mam pod ręką, zacytuję z pamięci: lepiej pogodzić się z tym, że oponent nie przyzna mi racji, lepiej odpuścić i zgodzić się na "porażkę", niż zatracić się w swojej racji i tym samym pozbawić się pokoju serca (oczywiście Merton ujął to zgrabniej, potem poszukam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, 'nie szuka swego' też, ale mnie właśnie zastanowiło, dlaczego w opisie miłości na pierwszym miejscu jest cierpliwość. Przypadek?
      Z modelową miłością bywa różnie ... ja się zetknęłam ze stwierdzeniem, że miłość, to nie uczucie, ale decyzja (i to by się z grubsza zgadzało, bo w właściwie wszystko zależy od mojej postawy, od tego jak zdecyduję się postępować. Motyle w brzuchu (czy w stosunku do dziecka - 'rozczulenie'), to tylko miły dodatek :)))

      A co do komentarzy, to nie gadaj ... ludzie komentują. Aczolwiek powiem Ci w tajemnicy, że ta weryfiacja słowna doprowadza do szału!!! Najczęściej nigdy nie udaje mi się wpisać odpowiedniej kombinacji za pierwszym razem i parę razy się poddałam. Po co Ci to? Przecież zawsze możesz usunąć komentarz, który Ci nie odpowiada (a reklamodawców i spamerów blogspot automatycznie odsyła do folderu 'spam' (widzisz je w panelu, a nie są widoczne ba blogu).

      Usuń
    2. ha, dzięki za poradę - kiedyś nie miałam i przychodziło dużo spamu... fakt, wywalałam potem, ale wtedy właśnie wprowadziłam weryfikację *też jej nie lubię u innych... a jeszcze bardziej nie lubię moderowania :P )

      Usuń
    3. Może blogger wprowadził jakieś ulepszenia, bo ja dostaję pełno maili od anonimowych z reklamami i linkami do ich stron, ale one nigdy nie ukazują się w komentarzach widocznych dla innych (nawet ja ich nie widzę - tylko jak wejdę przez panel nawigacyjny-komentarze-spam, więc właściwie nawet tego nie muszę moderować :)))

      Usuń
  15. Brawurowy wpis :-)
    Miłość jest bardzo dobrym tematem, trudno o świeże spojrzenie, a tu mamy takie właśnie. Ale bardziej jeszcze spodobało mi się, że wskazujesz na dostępność "miłości ponad podziałami". To jest ładny postulat.
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Almetyno, fakt, dość brawurowo podjęłam się tego tematu, a po wciśnięciu 'publikuj' przestraszyłam się, że za bardzo osobiście i 'za grząski grunt'.
      Ale w sumie tekst się jakoś obronił.
      Bardzo się cieszę, że Ci się spodobał.
      Pozdrawiam
      F.

      Usuń

Niepisanym prawem tego bloga jest lista komentarzy dłuższa od samego wpisu - uprasza się o podtrzymywanie tradycji:)

 
Back to top!